Liam
Po raz trzeci szarpię się z krawatem, drżące palce odmawiają mi posłuszeństwa. Lusterko w samochodzie odbija cienie pod oczami — świadectwo nocy spędzonej na krążeniu po moim penthouse, z maminy m raportem szpitalnym w kółko odtwarzającym się w głowie.
Kawa nie wystarcza, by przepędzić zmęczenie aż do szpiku kości, ale przetrwałem posiedzenia zarządu po jeszcze krótszym śnie.
Wysiadam z auta, wrześniowe słońce ostro kontrastuje z chłodem, który mam w kościach. LumiVera Labs wyrasta przede mną — niepozorny budynek.
„Nie powinno mi to zająć długo, Marcusie” — mówię do mojego ochroniarza, zmuszając głos do stabilności. „Możesz poczekać w lobby.”
Lobby LumiVera jest skromne, ale zadbane. Młoda recepcjonistka wita mnie wyćwiczonym uśmiechem i kieruje do windy. Gdy wjeżdżam na ostatnie piętro, telefon wibruje.
Musimy porozmawiać o Tacie.
Zaciskam szczękę i wciskam urządzenie z powrotem do kieszeni. Nie teraz. Nie tutaj.
Ale wspomnienia napierają nieproszone. Zaciskam pięści, gdy w mojej głowie rozbrzmiewają słowa Rydera — natrętne i nieubłagane. Tykanie zegara szafkowego w rogu wydaje się głośne, odmierzając każdą p